Sposoby na małego bałaganiarza
(2009-10-19)

Dziecięce pokoje toną niemalże w zabawkach . Oprócz misiów znajdziemy tam lale w wózeczkach,samochodziki , klocki, puzzle, koniki w stajniach, książeczki... Nic dziwnego, że po całym dniu bawienia się dom wygląda jak pobojowisko albo graciarnia.Rodzice łapią się za głowę, a dzieci uciekają, gdzie pieprz rośnie, bo wiedzą, że czeka je nudne i długie sprzątanie bałaganu

Kiedy zacząć naukę utrzymywania porządku?

Trzylatek, nieprzyzwyczajony do odkładania zabawek na ich miejsce, będzie wyraźnie zbuntowany, gdy nagle zaświeci rodzicom w głowie myśl, że maluch powinien po sobie posprzątać. Nie tylko nie będzie chciał tego zrobić, ale też zwyczajnie nie będzie potrafił. Naukę utrzymywania porządku rozpoczynamy od najmłodszych lat. Możemy założyć, że do roku dziecko jest zwolnione z tego obowiązku - nie rozumie i nie umie. Warto jednak, aby przyglądało się, jak sprząta mama czy tata, i przysłuchiwało rodzicielskiej opowieści o tym, że miś zmęczył się zabawą i idzie spać do swojego kącika.

Kilkunastomiesięczne brzdące mogą już z powodzeniem brać  udział w chowaniu zabawek do pudeł - należy jednak zadbać o to, aby widziały w tym zabawę. Rodzice oczywiście pomagają. Trzylatek natomiast powinien już wiedzieć, że po skończonej zabawie trzeba posprzątać, umie też to zrobić samodzielnie. Od czasu do czasu może się zdarzyć, że zapomni, wystarczy wtedy łagodnie przypomnieć.

Błędy rodziców

Niechęć do utrzymywania ładu w pokoju jest najczęściej efektem błędów rodziców. Jeśli mama bardziej koncentruje się na sprzątaniu niż na harcach z maluchem lub bezustannie karci dziecko, że robi bałagan, możemy spodziewać się, iż problem porządków będzie w oczach malucha zdemonizowany. Bo niby jak tu się dobrze bawić, skoro nie można zdjąć z półek ulubionych samochodów  lub wisi nad nami widmo zdenerwowanej mamusi.

Inny błąd rodziców polega na tym, że nie towarzyszą smykowi przy sprzątaniu. Raczej stawiają wymaganie: „Idź, posprzątaj!" i odchodzą do swoich zajęć. W takiej sytuacji robienie porządku może być odbierane jako swego rodzaju kara, a z całą pewnością zajęcie nudne. Dziecko też musi mieć czas, aby posprzątać. Nie należy brzdąca poganiać. Pamiętajmy, że reguły, które dotyczą dorosłych, nie mogą odnosić się do dzieci, bo te nie są w stanie im sprostać.

Rodzicielskie tricki

Dzieci uwielbiają naśladować rodziców! Przyglądają się temu, co robi mama lub tata, i z uporem maniaka próbują robić to samo. Biorą do ręki miotłę i zawzięcie zamiatają lub chwytają za odkurzacz czy ścierają kurze. Warto im na to pozwolić, nawet jeśli narobią przy tym trochę bałaganu. W ten sposób bowiem uczą się, że sprzątanie jest ważnym elementem życia codziennego, że jest to naturalne i potrzebne. Przyzwyczajenie zaś oswoi dziecko i łagodnie wprowadzi w obowiązek.

Ważna zasada brzmi: nie wyciągamy klocków dopóki nie posprzątamy puzzli. O wiele łatwiej ułożyć na miejscu jedną zabawkę niż całą ich stertę! O wiele mniej też zajmie to czasu, a dziecko nie zdąży się znudzić. Ponadto stawiamy dziecku warunek - dalsza zabawa zależy od tego, czy wcześniej posprzątamy.

Ogarniamy pokój zawsze z dzieckiem i robimy to w formie zabawy. Najprościej zaproponować wyścigi: kto zbierze więcej klocków do swojego kubełka lub kto szybciej ułoży misie na półeczce. Oczywiście dopingujemy swojego brzdąca, dajemy mu fory, klaszczemy, śmiejemy się... Żaden maluch nie odmówi takiej zabawy.

Chowanie zabawek jest o wiele łatwiejsze, jeśli dziecko wie, gdzie zazwyczaj jest ich miejsce. Pomagają tu wszelkiego rodzaju pudełka, skrzynie skarbów, sortery... Klocki warto wrzucać do wiaderek, książki stoją na półkach, misie lub lale siedzą na łóżku. Drobne zabawki warto wrzucać do plastikowych pudełek, które można wsunąć pod łóżku lub ustawić jedno na drugim - góra zabawek wtedy zniknie, pokój zda się większy i mniej zagracony.

Wyluzować!

Na końcu (lub na początku) przede wszystkim trzeba wyluzować! Rodzice muszą pogodzić się z faktem, że dziecko w domu zawsze wprowadzi odrobinę bałaganu. I nie warto sobie z tego powodu robić wyrzutów, krzyczeć na dziecko czy się denerwować. Idealna pani domu więc będzie miała w tej kwestii na pewno sporo do przemyślenia...







Komentarze (0):
napisz komentarz

Urlop dla mamy czy dla taty.
(2009-10-19)

Brzmią równoznacznie, ale takie nie są W chwili obecnej urlop  macierzyński może wziąć każda młoda mama (pracująca na umowę o pracę), a urlop tacierzyński w pełnym wymiarze jedynie nieliczni ojcowie spełniający konkretne warunki.  Wszyscy pozostali mają za to prawo „przejąć" od mamy dziecka  ostatnie tygodnie jej urlopu. Niestety, w Polsce z tego przywileju korzysta zaledwie 1% tatusiów...

Od stycznia 2009 roku zmieniła się ustawa regulująca długość urlopów macierzyńskich. Na szczęście - na naszą korzyść. Obecnie młoda mama jednego dziecka  otrzymuje 20 tygodni w 100% płatnego urlopu macierzyńskiego. Jeśli urodzi bliźnięta, otrzyma 31 tygodni urlopu, przy trojaczkach długość urlopu wzrasta do 33 tygodni, czworaczki gwarantują 35 tygodni, a pięcioraczki (lub więcej) - 37 tygodni urlopu macierzyńskiego. W przeciwieństwie do poprzednio obowiązującej ustawy, obecnie po drugim i kolejnych porodach czas trwania urlopów pozostaje taki sam. Rodzice adopcyjni również mają prawo do urlopu tej samej długości, co rodzice biologiczni, choć sam urlop nosi wówczas nazwę „urlopu na warunkach urlopu macierzyńskiego", a w jego trakcie nie otrzymują oni wynagrodzenia tylko zasiłek macierzyński.

Urlop macierzyński przysługuje kobiecie nie tylko ze względu na opiekę nad dzieckiem , ale także na nią samą. To czas na regenerację organizmu po ciąży, dojście do siebie po trudnym porodzie czy cesarskim cięciu, a także zorganizowanie sobie życia z nowym członkiem rodziny. Oddanie całego urlopu macierzyńskiego ojcu dziecka mijałoby się z celem, choć oczywiście zdarzają się kobiety, które niemal tuż po porodzie gotowe są do powrotu pracy. Póki co jednak prawo nie przewiduje pełnowymiarowego urlopu tacierzyńskiego. Jest on możliwy tylko wówczas, gdy młody tata zostanie wdowcem (np. w wyniku komplikacji porodowych, ale także np. wypadku czy choroby swojej żony) lub mama z innych przyczyn nie może się zajmować noworodkiem. Otrzymanie takiego urlopu nie jest jednak łatwe, gdyż pracodawcy nie są do nich przyzwyczajeni. Wiele zależy od ich dobrej woli.

Istnieje jednak sposób, by pozwolić tatusiom intensywniej uczestniczyć w opiece nad maluszkiem. Młoda mama po wykorzystaniu 14 tygodni swojego urlopu macierzyńskiego może „odstąpić" pozostałe 6 tygodni (lub mniej, zależnie od okoliczności) ojcu dziecka. Tata nie traci swojego wynagrodzenia - przysługuje mu zasiłek w wysokości 100% jego pensji, zaś po zakończeniu urlopu ma prawo wrócić na zajmowane uprzednio stanowisko. A co zyskuje? Bardzo dużo! Zaczyna wreszcie w pełni uczestniczyć w życiu swojego dziecka, przestaje być tatą z doskoku. Uczy się nie tylko karmić i przewijać, ale też lepiej rozumieć maluszka. Nie ma też chyba wątpliwości, że dla dziecka bliski kontakt z obojgiem rodziców jest bardzo ważny. Skąd więc ponura statystyka? W Polsce z urlopu tacierzyńskiego korzysta tylko jeden na stu tatusiów.  Czy to strach przed utratą pracy, strach przed noworodkiem czy wstyd powodują, że młodzi ojcowie rezygnują z tak cennego przywileju? Trudno to jednoznacznie stwierdzić. Być może wielu z nich po prostu nie wie, że przysługuje im takie prawo. A wkrótce ma być jeszcze lepiej. Posłowie pracują nad ustawą umożliwiającą ojcom skorzystanie z 2 tygodni płatnego urlopu wychowawczego przez cały pierwszy rok życia dziecka, niezależnie od urlopu macierzyńskiego czy wychowawczego jego matki. Ustawa ma obowiązywać od 2012 roku. To dobry pomysł, gdyż rodzina będzie miała całe 2 tygodnie na wspólne spędzanie czasu. Czy jednak urlop taki faktycznie będzie pożytkowany na opiekę nad dzieckiem? Czy część „sprytnych" tatusiów nie potraktuje go jako urlopu wypoczynkowego, podczas gdy opiekę nad dzieckiem w pełni sprawować będzie wyłącznie jego mama? Zapewne w wielu przypadkach tak właśnie się stanie. Warto się nad tym zastanowić, zanim ustawa wejdzie w życie.

Abstrahując jednak od planów naszych polityków, warto zaznaczyć, że każdy tata powinien rozważyć skorzystanie z przysługujących mu obecnie praw. I zastanowić się, czy praca naprawdę jest aż tak ważna, by nie dało się z niej na kilka tygodni zrezygnować, w zamian otrzymując tak wiele? W dzisiejszych czasach mężczyzna zajmujący się dzieckiem to już nie dziwoląg, tylko coś oczywistego. Już nawet nie wypada nie umieć przewinąć czy nakarmić własnego dziecka, a przejęcie nad nim na jakiś czas opieki to nie powód do wstydu, tylko wręcz przeciwnie - do dumy. A już niedługo stanie się czymś tak zwyczajnym, jak w Europie Zachodniej, gdzie z przywileju długotrwałej opieki nad niemowlakiem korzysta nawet połowa tatusiów.







Komentarze (0):
napisz komentarz

Rozstanie ze smoczkiem
(2009-10-19)

Wielu rodziców  wychwala pod niebiosa smoczek, bo pomógł im wyciszyć dziecko  i ułatwił zasypianie smyka. Chyba równie wielu jednak ten wynalazek przeklina. Przede wszystkim za uzależnienie i trudności w rozstaniu się z nim. Czy jednak to ostatnie nie jest w dużej mierze winą mamy i taty?

Jak dobrze używać smoczka?

Jak dobrze używać smoczka, by potem nie płakać z jego powodu? Na początku, jeśli decydujemy się podać go już noworodkowi, uważnie obserwujemy dziecko. Może okazać się, że stosowanie uspokajacza powoduje problemy z karmieniem piersią. Czasem powoduje on zaburzenie odruchu ssania - inaczej układają się usta i język malucha - co może doprowadzić do zastojów pokarmu lub płaczu przy karmieniu. W takiej sytuacji trzeba ze smoczka zrezygnować.

Ważna zasada dotyczy tego, kiedy podajemy gumowego uspokajacza. Płaczące niemowlę przede wszystkim staramy się zrozumieć. Szukamy przyczyn łez: czy coś go nie boli (np. kolka)? czy nie jest głodne? czy ma czystą pieluszkę? czy nie chce mu się spać? Smoczek nie może służyć jako „zapchajdziura", bo to najprostsza droga do uzależnienia - maluch będzie potrzebował go zawsze wtedy, gdy będzie potrzebował się uspokoić.

Jeśli mama nie chce usypiać dzidziusia przy piersi czy na rękach lub karmi butelką i chce, aby dziecko zasypiało samodzielnie - może wtedy użyć smoczka. Podajemy go więc tylko do zasypiania! I wyjmujemy z buzi, kiedy ssak zapadnie w głębszy sen.

Kiedy rozstanie ze smokiem?

Może to mało popularne, co napiszemy, ale proponujemy na to wiek około szóstego miesiąca życia. Dlaczego? Niemowlę jest wtedy jeszcze na tyle małe, że nie rozumie, iż coś mu się zabrało, oraz szybko się odzwyczaja, zapomina. Jest też jednak na tyle duże, by poradzić sobie samodzielnie z potrzebą ssania. Szósty miesiąc to również moment, kiedy wielu maluchom zaczynają wychodzić zęby. Odstawiając w tym momencie uspokajacza, zapobiegamy wadom zgryzu.

Odsmoczkowanie sześciomiesięczniaka

Jest dość łatwe! Po prostu zabieramy gumowego przyjaciela i wyrzucamy do kosza. Decyzja musi być nieodwołalna, ponieważ brak konsekwencji w tej mierze przysparza dziecku stresu, a cały proceder odstawiania od smoka staje się nieskuteczny.  Jeśli używaliśmy smoczka do usypiania, musimy wypracować jakąś nowa metodę pomagającą dziecięciu zapaść w sen. Oto propozycje:

  • stój obok łóżeczka maleństwa i połóż rękę na jego klatce piersiowej/pleckach; łagodnie uspokajaj lub nuć piosenkę-kołysankę
  • podaj dziecku pieluszkę tetrową lub podusię; niektóre przytulają się do nich lub ssą rożki (to z kolei im szybko mija) i zasypiają
  • usypiaj przy piersi lub na rękach

Odsmoczkowanie starszaka

Mamy tu na myśli roczniaka lub malucha starszego, choć zachęcamy, by nie dopuszczać, aby dwu-, trzylatki się smoczkowały. Brzdące powyżej roku już wiele bądź wszystko rozumieją. Znów ważna jest konsekwencja - najlepiej wyrzucić smoczke(ki), aby nie korciło nas użyć ich ponownie, kiedy maluch zacznie płakać. Warto użyć wyobraźni i opowiedzieć dziecku jakąś historyjkę, z której dowiaduje się, jak i dlaczego smoczek musi odejść. Dobrze też, gdy dziecko będzie miało możliwość zdecydować samo, że chce pozbyć się gumowego przyjaciela. Często opowiadamy o smoczkowych wróżkach, które pojawiają się, by zabrać smoki, a wieczorem przynoszą coś w zamian (np. poduszeczkę z ulubionym bohaterem bajkowym). Czasem sugerujemy, że przyszła myszka i obgryzła gumową część uspokajacza (tu rodzic obcina nożyczkami gumę). Nawet jeśli maluch się zgodzi oddać smoczek, nie oznacza to, że przed snem nie będzie się awanturował. Lepiej nastawić się na żałosne zawodzenie dziecięcia. Warto wtedy usiąść przy łóżku i tłumaczyć, że przecież przyszła wróżka i przyniosła poduszeczkę, i że zabrała smoczek już na zawsze. Przypominajmy też o samodzielnej decyzji. Dziecko z czasem da sie przekonać i jednak zaśnie. Można też wprowadzić nowe zwyczaje przed zasypianiem - czytanie książeczek, przytulanie się, śpiewanie kołysanki.

W walce ze smokiem pomaga chyba też przekonanie samego siebie (rodzica), że można ją wygrać. Rodzic niepewny, nadopiekuńczy, obawiający sie płaczu dziecka, szybko się podda. Mama czy tato, którzy są przekonani o słuszności decyzji oraz o swoich umiejętnościach rodzicielskich, z całą pewnością lepiej sobie poradzą.







Komentarze (0):
napisz komentarz
ważne daty
powiedzonka
2009-10-19

Mama to ja.


więcej »
archiwum
Uczucia Noworodka.
(2009-10-19)

Kilkudniowy noworodek nie dysponuje jeszcze szerokim wachlarzem emocji - zna tylko uczucie komfortu (gdy jest najedzony, otulony i blisko mamy) lub dyskomf...

więcej »
mój blog odwiedziło 38807 osób